Close

Najnowsze artykuły

Dlaczego znane marki są “tanie” w dyskontach i supermarketach?
Dlaczego znane marki są “tanie” w dyskontach i supermarketach? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia Na cenę,...
dnia maj 2, 2019 | przez Minister Winansów
Bąbelki bąbelkom nierówne
Mogą być skądinąd, mogą być z czego innego, mogą być różnie wytrawne, albo w ogóle nie wiadomo jakie, z dolnej półki...
dnia paź 9, 2018 | przez Joanna Rudzińska
O Burgundii słów kilka
Francja sama w sobie, to temat niełatwy, a Burgundia w szczególności. Jak już nie raz wspominałam, Francuzi są...
dnia wrz 29, 2018 | przez Joanna Rudzińska

Current Comments

on paź 2, 2018 | by Anna Winomanka
on wrz 30, 2018 | by Paweł Szultz
on sie 30, 2018 | by Antoni Smoląg

Zwiedziliśmy winnice Terrę oraz Sandomierską

Napisany przez: wrz 13, 2018 | Autor: Joanna Rudzińska | Kategorie: Wiedza o winie , Kraje, Byliśmy, widzieliśmy, próbowaliśmy

Zwiedzałyśmy polskie winnice. Darwina.pl wydelegowało babski trzyosobowy oddział na zwiedzanie polskich winnic. Zgodnie z oczekiwaniami, okazało się to doświadczenie co najmniej interesujące. Okazuje się, że obecnie mamy zarejestrowanych ponad 400 polskich winnic. Są ogromne, znane i prosperujące, jak i takie o 10 krzewach na krzyż, jednak te mniejsze czasem robią wina zaskakująco lepsze. Przez dwa dni wyjazdu, zwiedziliśmy cztery winnice, wszystkie położone w okolicach Sandomierza. Terroir niby podobny, klimat też się nie różni, a wyniki zaskakująco różne. Poniżej rezultaty dnia pierwszego, oraz lekkie wprowadzenie:

Nieco o polskich szczepach.

Z oczywistych względów klimatycznych, szczepy międzynarodowe, nie są u nas aż tak popularne. Chociaż przy obecnym ociepleniu klimatu, za parę lat, gdy Włochy i Hiszpania będą przypominały Saharę, ziemię Kalifornii już doszczętnie pochłonie płomień, kto wie, czy akurat Polska nie okaże się miejscem idealnym na kultywowanie szczepów nero d’avola i syrah. Jednak dziś, gdy jeszcze jesteśmy w stanie utrzymać pozory norm stref klimatycznych, Polska nie jest oczywistym terenem dla międzynarodowych winorośli. Stąd niektórzy sięgają po współczesne hybrydy, wyhodowane specjalnie z myślą o utrzymaniu się w ciężkich warunkach zimowych niskich temperatur.

Regent - hybryda stworzona w 1967 roku w Pfalz przez Gerharda Alleweldt. Skrzyżował on winorośle Diana (Silvaner x Müller-Thurgau) z  Chamburcin, której pochodzenie genetyczne nie jest do końca znane. Regent jest przystosowany do chłodnych klimatów - wytrzymuje mróz do 24℃, oraz wykazuje się wysoką odpornością na grzyby. Eksperyment krzyżówkowy można uznać za pełen sukces, gdyż w 1996 roku, Regent został oficjalnie zarejestrowany jako vinifera (winorośl właściwa), co łączy się z benefitami ochrony przez prawo UE. W kwestii charakterystyki smakowej, winogrona mają bardzo grubą skórkę, co łączy się z ogromną ilością tanin, oraz intensywnie ciemnym, nieprzejrzystym kolorem wina. Co równie ciekawe, winorośl Regent nazwano na cześć najdoskonalszego diamentu świata, znanego również pod nazwą Pitt. Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję, gdyż jako osoba niewiedząca nic o diamentach, uznałam tę opowieść za ciekawą, więc się dzielę. Kamień został odkryty w 1698 roku w Indiach, po czym nabyty, pewnie w niekoniecznie legalnych i bezpiecznych warunkach przez Thomasa Pitta, angielskiego gubernatora Madrasu. 1 karat (ct), to 200 mg. Średnia waga diamentu w pierścionkach zaręczynowych, za które nie trzeba się wstydzić, to 0,4 ct. Kamień z tej dygresji, zanim przetransportowano go do Anglii, ważył 426 karaty. W Imperium, podczas dwóch lat pracy, został oszlifowany do 141 ct najwyższej jakości, co zaowocowało również paroma mniejszymi diamentami, już jakości nieco niższej. Jednak praca wykonana przez jubilera Harris, jest do dziś wzorem i szczytem umiejętności technik jubilerskich prezentowanych przy pracy z diamentem.

W 1717 roku, francuski regent Filip I Burbon-Orleański nabył kamień za - w przeliczeniu na dzisiejszą walutę - 96 milionów złotych. Z czasem, jako najwspanialszy diament znany światu, jego wartość jedynie wzrastała tym bardziej, że zdobił głowy monarchów francuskich poprzez obecność w koronach królów Ludwika XV oraz Ludwika XVI, jak i w kapeluszu Marii Antoniny. Po rewolucji francuskiej - kiedy Regenta skradziono, lecz szczęśliwie niedługo potem odnaleziono, zdarzało się, że  państwo francuskie używało diamentu pod zastaw, w ramach wyposażenia armii. Gdy nastał czas Napoleona, ten nie rozstawał się z Regentem na krok - został przymocowany do głowicy jego miecza. Swoją drogą faktycznie przyjemniej musiało się podbijać świat z najbardziej drogocennym diamentem świata, popijając Dom Perignon. Po kolejnych perypetiach, diament zdobił kolejne korony królów francuskich, aż do zmiany ustroju. Od 1887 roku Regenta można podziwiać w Luwrze. Jego szacowana wartość to $61,440,000.00 (2016 rok), czyli w przeliczeniu na dziś - 237,6 mln zł.
Koniec dygresji!

Rondo - winorośl stworzona w 1964 roku, przez profesora Viléma Kraus. Połączył on  Zarya Severa oraz St. Laurent. Wytrzymuje mróz do 23℃ stopni, chociaż wymaga już okrywania. Daje wina o porównywalnie ciemnym kolorze oraz raczej intensywnych taninach. Obecnie szczep jest wykorzystywany głównie przez sąsiadów ze stolicą w Berlinie.



Winnica Terra


Pierwsza winnica z naszego szlaku winiarskiego, to winnica Terra. Już na pierwszy rzut oka, robi duże wrażenie. Zadbana, nowoczesna, z miejscem na odpoczynek, altaną, punktem widokowym i food truckiem, w którym można kupić wino, jak i zamówić coś do posilenia się. Terra położona jest na pięknym pagórku Doliny Opatowa, jedynie 20 minut od Sandomierza. Po przekroczeniu bramy wjazdu, witał nas imponujacy widok zbocza porośniętego winoroślami. Ewidentnie przystosowana do zwiedzania przez enoturystów, winnica Terra jest bogata w tabliczki z informacjami o planie winnicy, poszczególnymi szczepami itp., a nawet zostało wydzielone niewielkie poletko, na którym rosną winogrona przeznaczone do skubania przez gości - nie pryskane.

Terra to winnica założona niedawno, bo w 2014 roku. Rozpościera się na powierzchni 4,15 ha, na której uprawiane są odmiany: czerwone - Regent, Rondo i Cabernet Cortis, oraz białe - Johanniter, Hibernal,  Seyval Blanc, Muscaris i Solaris. Mieliśmy też przyjemność degustować wina winnicy, w odnowionym i niezwykle klimatycznym pomieszczeniu. Dodatkowo uroczo podany posiłek - bajka!

Jednak w kwestii smaków do zachwytu nieco zabrakło. Wina białe - jak najbardziej poprawne i aromatyczne zdawały egzamin, niestety czerowne, jeszcze długo nie.

Białym winom na pewno nie można odmówić świeżości, rześkości, ani ciała. Aromaty w każdym z nich zachęcają. Będą smakowały każdemu, kto jest zwolennikiem zauważalnego poziomu kwasowości w białych winach. Jednostkom o subtelniejszym podniebieniu trudniej będzie się zachwycać, chyba że trafią na półwytrawne wino Seyval. Spokojne, delikatne, kwiatowe, w strukturze nie całkiem gładkie, przyjemne na wieczór.

Wina czerwone - Regent i Rondo - obydwa były ciężkie do strawienia. O bardzo intensywnych kolorach, wysokiej kwasowości i różnym, chociaż mocnym natężeniu tanin. Winą za brak gotowości do spożycia, obarczyłabym jeszcze bardzo młody wiek winorośli. Wchodzą dopiero w swój czwarty rok istnienia.  Próbowaliśmy win z 2017 roku. Może zwyczajnie, winorośle jeszcze muszą się rozwinąć, by wydawać satysfakcjonujące pod wyrób wina owoce. Za to sorbet z czerwonych wytłoków z dodatkiem malin i mięty był odpowiednio intensywny, rewelacyjny.

Nie wątpię, że winnica sobie poradzi, gdyż wizualnie jest szalenie atrakcyjna. Jednak mam wrażenie, że na atrakcyjność smakową należy jeszcze parę lat poczekać.  Gdy nastąpi spodziewana poprawa, z chęcią przyjadę sączyć smaki Terry, podziwiając z altanki wybudowanej na samym szczycie wzgórza, malowniczy zachód słońca.


Winnica Sandomierska   

Pomimo młodych win, jest to winnica z tradycjami. Już 1937 roku zajmowano się na tym terenie uprawą winorośli. 3 hektarowym obszarem nasadzeń opiekował się pradziadek dzisiejszych właścicieli - Marceli Borkowski. Oprócz jednego symbolicznego krzewu, który ostał się przed głównym budynkiem winnicy, żadne nasadzenia nie przetrwały. Pozostał jedynie zapał i charyzma, reprezentowane przez właściciela Marcela Małkiewicza

Jedną z prawd, które odkryłam podczas wyjazdu jest fakt, że wzgórza porośnięte winoroślą są po prostu imponujące, niezależnie od pory dnia i (zapewne) roku. Nasadzenia w Winnicy Sandomierskiej zostały dokonane już w 2009 roku.  W porównaniu do winnicy Teara - widać było różnicę wieku między prawie dziesięcioletnim krzewem, a czteroletnim. Grona wydawały się większe, bardziej obfite i bardziej soczyste. Oczywiście sama winorośl miała nieco grubszy korzeń i generalnie było jej więcej.



Na terenie winnicy jest aż 12 nasadzeń różnych szczepów. Udało mi się skubnąć rieslinga. Jeżeli wydawało się komukolwiek, że riesling potrafi być winem bogatym w kwasowość, to niech się cieszy, że nie próbował nigdy jego grona - wykręca, skręca potwornie. Dla zdziwionych siatką - służy ona do ochrony przed ptactwem typu szpaki wyjadającego grona, oraz chroni przed gradem.  

Po zejściu z terenu porośniętego owocami, mogliśmy się przyjrzeć naturalnej produkcji wina. Trafiliśmy akurat na czas maceracji oraz przygotowywania beczek. Jedną z tych oczywistych informacji, która wydaje się oczywista dopiero gdy człowiek się z nią zapozna, po czym dziwi się czemu wcześniej na to nie wpadł, była ta, że beczki myje się poprzez napełnienie wodą, której temperaturę następnie podnosi sie do stanu wrzeniu.    

Przyszedł i czas na degustację. Próbowaliśmy win z Winnicy Sandomierskiej, oraz Chateau Krzyżów - czyli wspólnych działań francusko-polskich, za efekt których odpowiadali goszczący nas właściciele.

Maria Antonina - Johaniter
Wino białe wytrawne, o niezwykle jasnej barwie, w zapachu subtelne, bogate w aromaty cytrusów. Delikatne, przyjemne, z minimalnym - urozmaicajacym doświadczenie, wrażeniem goryczki na końcu.  

Maria Antonina - Solaris
Również wino wytrawne białe, raczej subtelne, w aromatach wyczuwalna już poza cytrusami, pigwa. Lekkie, miękkie, pozostawiające wrażenie skórki od cytryny, o długim finiszu.  

Regent 2015
Wino czerwone, spędziło 12 miesięcy w beczce dębowej. Ponieważ zostało przez nas wyproszone, dostaliśmy je mocno schłodzone. Pozwoliło to na stopniowe, w miarę ogrzewania płynu poprzez opatulanie kieliszka dłońmi, odkrywanie nowych warstw smakowych. Z początku w aromatach wyczuwalne były niuanse skórzane, podszyte stajnią, czy smoła, prawie jak u Luisa Pato (- link do słów paru o tym panu). Z czasem jednak wspomniane zanikały, a w ich miejscu wynurzały się nuty czekoladowe. I to by był koniec przyjemnych doświadczeń z winem czerwonym, gdyż w smaku było krótkie i dojmująco taniczne.

Sandomirius 2017 (Marechal Foch)  
Różowe wino półsłodkie, o przesympatycznym i wyczekiwanym smaku truskawek, poziomek, a nawet kompotowych malin. Ze słodyczą odpowiednio korelowała lekka kwasowość.

Przy degustacji towarzyszyły nam, również z możliwością kupienia na miejscu, pyszne sery i miody. Kolejnym odkryciem smakowym była rewelacja połączenia miękkiego sera farmerskiego “Panicze” dojrzewającego 12 tygodni, ze świeżym miodem. Kompozycja naprawdę zacna.

Winnica Sandomierska cały czas się rozwija i ewoluuje, dlatego - pomimo win nie zawsze wspaniałych, wierzę w smaki jedynie coraz lepsze.

Na koniec wspomnień dnia pierwszego, zamieszczam serdeczne podziękowania dla firmy WineAvenue, która ten wspaniały wyjazd zorganizowała, w której biurze znalazłyśmy takie o to urocze figurki:  

komentarze (0)

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany aby dodać komentarz

Close