Close

Najnowsze artykuły

Bąbelki bąbelkom nierówne
Mogą być skądinąd, mogą być z czego innego, mogą być różnie wytrawne, albo w ogóle nie wiadomo jakie, z dolnej półki...
dnia paź 9, 2018 | przez Joanna Rudzińska
O Burgundii słów kilka
Francja sama w sobie, to temat niełatwy, a Burgundia w szczególności. Jak już nie raz wspominałam, Francuzi są...
dnia wrz 29, 2018 | przez Joanna Rudzińska
O Winnicy Św. Jakuba i Winnicy Modła
Wszyscy (normalniejsi) lubią jeździć na wycieczki. Z misiem w teczce, czy już bez, niektórym przydają się chwile...
dnia wrz 23, 2018 | przez Joanna Rudzińska

Current Comments

on paź 2, 2018 | by Anna Winomanka
on wrz 30, 2018 | by Paweł Szultz
on sie 30, 2018 | by Antoni Smoląg

O Winnicy Św. Jakuba i Winnicy Modła

Napisany przez: wrz 23, 2018 | Autor: Joanna Rudzińska | Kategorie: Wiedza o winie , Kraje, Byliśmy, widzieliśmy, próbowaliśmy

Wszyscy (normalniejsi) lubią jeździć na wycieczki. Z misiem w teczce, czy już bez, niektórym przydają się chwile oddechu, inni podziwiają zapierające dech widoki, a nieliczni jadą pić; “degustować alkohol” - żeby brzmiało godniej. Ci nieliczni, to my właśnie. Pojechałyśmy zwiedzać winnice znajdujące się na Sandomierskim Szlaku Winiarskim: “Św Jakuba” i “Modłę”. Był to wyjazd bardzo przyjemny, niezwykle edukujący z zakresu produkcji wina oraz zaskakująco informatywny z zakresu historii wina w Polsce.

Winnica Św. Jakuba

W przypadku win z pierwszej winnicy, do percepcji wina doszedł jeszcze jeden wymiar, czyli oprócz koloru, aromatu i smaku, kontekst i historia wina. Inaczej smakuje wino z niewielkiej winnicy powstałej w 2012 roku, a inaczej wino z reaktywowanej, najstarszej na ziemi sandomierskiej, założonej w 1226 roku przez pierwszy zakon dominikański na ziemiach polskich. W przypadku winnicy Św. Jakuba, jestem przekonana, że tę otoczkę historyczną warto poznać.

Otóż - zakon dominikanów narodził się w 1216 roku w Tuluzie (Francja), a już 10 lat później działał na ziemiach polskich. Księżna Adelajda Kazimierzówna z dynastii Piastów, zauroczona dominikanami, ufundowała im kościół pw. Św. Jakuba. Z tamtych czasów zachował się portal z pięknymi, podejrzanie wręcz celtyckimi zdobieniami kłutymi w cegle. Ponieważ kościół ulegał licznym zniszczeniom, jest oczywiście eklektyczny. Jednak winnice, niezależnie od burzliwych dziejów, do XVIII wieku aktywnie się rozrastały. W szczytowym momencie prosperowania, miały zajmować obszar aż do 12 hektarów. Sandomierscy dominikanie zapełniali piwniczki klasztorne nie tylko na terenie Polski, wina przewozili również na tereny Rusi, czy Litwy. Głęboko wierzę, że gdyby Robin Hood ratował z opresji biednych nie tylko w Anglii, to swojego lojalnego towarzysza brata Tucka poznałby właśnie w winnicy u Dominikanów. Jednak nie tylko poprzez słuchanie człowiek poznaje:

  • Zwiedzaliśmy kryptę - w kościele św. Jakuba znajdują się widoczne szczątki przeora Sadoka i 48 męczenników, zamordowanych podczas II najazdu mongolskiego w 1260 roku, o czym wspomina kronikarz Jan Długosz. Można by pomyśleć - w jaki sposób, praktycznie nienaruszone zdołały przetrwać prawie 8 niespokojnych wieków? Otóż odnaleziono je dopiero w 1959 roku we wspólnej mogile (ok 300 szkieletów - nie oszczędzono nikogo znajdującego się w pobliżu klasztoru) na terenie kościoła. Jest to największa libcza Dominikanów, którzy ponieśli wspólną męczeńską śmierć, stąd też dość szybko sandomierski kościół stał się obiektem kultu.

  • Wchodziliśmy na górę - już niedługo, gdy zostanie naprawiona wieża dzwonnicza, do pracy powróci najstarszy średniowieczny dzwon w Polsce, który został odlany w 1314 roku. Dzwon Piotr cieszył się ogromną popularnością od dawien dawna, co można zauważyć po wydrapanych na ścianach współczesnych odpowiednikach haseł “byłem tu”, z np. 1606 roku.

  • I schodziliśmy w dół - ponownie, tym razem od zewnątrz zostaliśmy zaprowadzeni do najstarszej, jeszcze nie w pełni przebadanej części  klasztoru. Surowy kamień, czysty strumień światła pochodzący z niewielkiego prześwitu... W tym właśnie ascetycznym pomieszczeniu, od którego pośrednio zaczęła się historia jednej z najważniejszych polskich winnic, zostaliśmy poczęstowani wyrobami dominikanów. Było to przeżycie niemal duchowe.

By zrozumieć moje zaangażowanie emocjonalne w degustację, muszę jeszcze dodać, że w 1864 roku klasztor został skasowany - przewinieniem był udział w powstaniu Styczniowym - a dominikanie wywiezieni. I tak, po 600-set latach historia zakonu pozostałaby nieszczęśliwie zakończona, gdyby nie powrót na “swoje” tereny w 2001 roku. Na każdym kroku widać ogrom pracy włożony w odnowienie i przywrócenie do ładu tego miejsca z tak ogromnym bagażem historycznym, czego wisienką jest reaktywacja winnicy właśnie.

 

“Aż tam, tak daleko rozpościerały się winnice Dominikanów” - pokazywał Op. Marek Grubka.

Dzisiaj winnica - na jej terenie szczepy Bianka, Alden, Einset Seedless, Seyve Villard, Muscat Odeski, Iza, Konkord Rosyjski, Aurora i Rondo, zajmuje niecały hektar, a produkcja wina odbywa się w dawnej szopie na narzędzia. Na szczęście zakonnicy zdają sobie sprawę, że stworzenie faktycznie dobrych win wymaga czasu - i od winorośli, i od własnych umiejętności. Jednak to, czym zostaliśmy poczęstowani, było lepsze od win wcześniej próbowanych z ziemi Sandomierskiej, co więcej, zawierało obietnicę wchodzenia na wyższy poziom wraz z każdym nowym rocznikiem.

WINA

Wino wytrawne białe - “Św. Iwo

Szczepy: Solaris, Hibernal, Bianka, Muscat Odeski

Potraktowane eksperymentalnie, nie wprowadzone do sprzedaży. W porównaniu z innymi białymi winami z ziemi sandomierskiej uprzednio przez nas próbowanymi, które również wykazywały dość wysoką kwasowość, tu nie była ona jednak  przyćmiewająca. Ku pozytywnemu zaskoczeniu, została przyjemnie wyhamowana, pozostawiając miejsce na kontemplację innych doznań smakowych.

Wino czerwone wytrawne -  Adelajda

Szczepy: Regent

Jak wspominałam w poprzednim artykule, jest to szczep dość specyficzny - bardzo intensywny. Jednak w przypadku winnicy Św. Jakuba nie niósł ze sobą nieprzyjemnych, niezidentyfikowanych zapachów. Aromaty były owszem intensywne i odzwierzęce, ale charakterystycznie winne. Lekkie garbniki, goryczka na finiszu.

Jak podsumował op. Marek Grubka - “jeszcze 5 lat i będzie ok”.

Ogromnie takiej postawie kibicuję. Kamila jak widać też.

Do boju bracia!

Winnica Modła 

Ostatnią odwiedzaną przez nas winnicą z okolic Sandomierza, była winnica Modła, która miała wina po prostu pyszne.

Niewielka, wydająca ok 4 tys. butelek rocznie winnica Modła, powstała trochę przez przypadek. Założona przez Annę i Tomasza Stola, który lubił robić wina na tyle, że zaczął robić ich więcej, a potem zdobywać za nie nagrody. Prote? Proste.

Zaczęło się od 7 arów winorośli posadzonej w przydomowym ogródku. Dzisiaj winorośl zajmuje dodatkowy hektar  znajdujący się w niedalekiej odległości. Można spróbować 12 różnych rodzajów win, chociaż nie każdego roku wszystkie 12 jest produkowanych. Pan Tomasz stara się prowadzić winnicę w sposób jak najmniej inwazyjny chemicznie. Zapewne, gdyby nie szalona polska winna biurokracja, można by zaliczyć wytwory Modły do win organicznych. Kolejnym kluczem do sukcesu może być fakt, że na terenie winnicy rosną w większości winorośle właściwe (vitis vinifera), a nie te stworzone w instytutach, oprócz jednego wyjątkowego przypadku - Solarisu. Z drugiej strony, może być to kwestia tylko i wyłącznie zielonych palców pana Tomasza.

Próbowaliśmy win, oj próbowaliśmy, jedne lepsze od drugiego, zadziwiająco nie odstające od win europejskich, a przy tym o genialnych nazwach! W polskim systemie prawnym, by móc umieścić nazwę szczepu na etykiecie, trzeba przejść przez kafkowskie piekiełko, jednak p. Tomasz poradził sobie formując dróżkę na około, wymyślając nazwy takie jak “Młody Cfajgelt” (różowy Zweigelt), “Chary Barry” - (beczkowane Chardonnay), Wrestling (Riesling), Pinnior (Pinot Noir) itp. Byłam zachwycona.

WINA

Do godnych wspomnienia na pewno należą:

Wino wytrawne białe “Apricus Dry XVII

Szczepy: Solaris

Nagrody: srebrny medal w konkursie “V Konkurs Polskich Win Jasło”

Dawno nie piłam wina, które byłoby tak dobrze ułożone, zaplanowane od początku do końca. Wszystko zdawało się być na swoim miejscu, w odpowiednim momencie podczas całego procesu degustowania. Zaczynało się słodkawym aromatem gruszek i moreli, jak i subtelnym początkiem w ustach. Z czasem stawało się coraz bardziej intensywne, przechodząc w limonkowe akcenty, jednocześnie wyrażając intensywnie perlistą strukturę. Następnie stopniowo, kontrolowanie łagodniało, pozostawiając  przyjemne, miękkie zakończenie.

Wytrawne wino białe “Charry Barry XVI

Szczepy: Chardonnay

Nagrody: brązowy medal w konkursie “V Konkurs Polskich Win Jasło”

80% wina spędziło rok w nabytej od Hiszpana beczce z francuskiego dębu, co niecodzienne - po czerwonym winie. Barwę miało złocistą, nasyconą, aromaty ziołowe, jak i wyczuwalną lekką słodycz przypominającą czurczchelę (orzechy wiązane nićmi gotowane w soku z winogron, suszone). W smaku nuta miodowa pozostaje, chociaż struktura była zaskakująco mniej gładka niż się po aromatach można było spodziewać. Na finiszu, gładkim, pozostają smaki nieowocowe, może masło z solą?

Czerwone wytrawne wino Pinnior XVI

Szczepy: Pinot Noir

Nagrody: tytuł Championa w konkursie “V Konkurs Polskich Win Jasło”

Złoty Medal w ogóle nie dziwi. Delikatna, przejrzysta acz wyraźna barwa - jak na Pinot Noir przystało, aromaty lekko ziemiste, trochę jeżyny, trochę czerwonej porzeczki, ale zabarwionej subtelną słodyczą. W smaku - równie jak barwa delikatne, przede wszystkim pełne, trochę stłumionej truskawki, już minimalnie przejrzałej, utrzymuje się i pozostaje wrażenie ziemi.

I na koniec poczęstowano nas słodyczą, czyli:

Wino półsłodkie białe “Buwjer XVI

Szczepy: Bouvier

Przy całej domniemanej słodyczy, było rześkawe, z równoważącą kwasowością, a przy tym sprzyjającą dobrej zabawie - jak to przy winach po mniej wytrawnej stronie mocy - wyraźną perlistością. Przyjemne, niezobowiązujące, doskonałe po prostu do picia i spędzania przy nim dobrego czasu.

Generalnie przy winach z winnicy Modła bardzo miło spędza się czas. Szczerze polecam. Bonusik - przy kupowaniu win, dostaje się szmacianą torbę sygnowaną winnicą.

Tak oto prezentują się wina z winnic szlaku sandomierskiego. Nie odwiedziłyśmy wszystkich, ale z pewnością warto będzie wrócić i doświadczyć pozostałych smaków z ziemi sandomierskiej.

komentarze (0)

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany aby dodać komentarz

Close