Serwis DARWINA.PL jest przeznaczony dla osób pełnoletnich.

Wchodząc na stronę potwierdzasz, że masz ukończone conajmniej 18 lat

Mam mniej niż 18 lat - Wychodzę

Darmowa dostawa już od 220zł

Dostawa za free od 220zł

0 Ulubione
Koszyk
Spełniono warunek darmowej dostawy Koszyk
Koszyk

Dodano produkt do koszyka

Poszłam na festiwal Whiskey, nie lubiąc whiskey

Poszłam na festiwal Whiskey, nie lubiąc whiskey. Jeżeli jakaś ma mi zasmakować, to tylko tam, gdzie są wszystkie!

Moja wiedza o whiskey ograniczała się do skojarzeń z pokerowymi wieczorkami i cygarami. Ewentualnie z łyczkiem czegoś przeszywającego, czym rodzice częstowali, gdy mały człowiek przemarzł i przemókł do imentu na spływach kajakowych. Dlatego pierwsze próbowanie whiskey na festiwalu “Whisky Live Warsaw” miało charakter wprowadzający, na zasadzie ochlapywania karku i torsu zimną wodą, przed całkowitym zanurzeniem. Natomiast po tych pierwszych nieprzyjemnościach już bez problemu można płynąć.  

Wchodząc w świat pasjonatów, nie sposób nie zarazić się ich entuzjazmem. Smak alkoholu to jedno, ale opowieść o nim, to zupełnie inna beczka. Na każdym stanowisku (wszystkich było pięćdziesiąt jeden) można było skosztować średnio pięciu różnych alkoholi, a każdy z nich, w inny i ciekawy sposób, potrafił opisać dany przedstawiciel. Degustujący upajał się niemal od samych opowieści, ale ja stwierdziłam, że nie będę się przecież ograniczać i prosiłam o próbki smakowe.

Zazwyczaj Whiskey ma od 40% w górę, także można założyć, że liczba świadomie skosztowanych marek będzie ograniczona. Zdecydowałam się na te najistotniejsze. Pierwszą whiskey która zwróciła moją uwagę był Ardbeg. Na całym świecie nagradzana i znana właśnie ze swojej torfowości i niesamowicie dymnych aromatów. Typowa whisky single malt, czyli jednorodna, tworzona z jednego typu jęczmienia, w jednej destylarni. Spodziewałam się czegoś bardzo mocnego, ostrego, przeszywającego. Wybrałam Ardbeg Uigeadail, która leżakowała w beczkach po Sherry, licząc na chociaż minimalnie słodkie aromaty. Była dużo ciemniejsza od próbowanych przeze mnie wcześniej. Pachniała suszoną węgierską śliwką, w połączeniu z … asfaltem? Spróbowałam. Mocna, jednocześnie najgęstsza ze wszystkich jakie piłam na festiwalu. Bardzo mi to odpowiadało. Najwyraźniej okazało się, że lubię torfowe whiskey.

Kolejną wartą wspominania była szwedzka whiskey z destylarnii Mackmyra. Z dwóch dostępnych po raz kolejny skierowałam się w stronę tej, która dawała nadzieję na bardziej owocowe smaki. Svensk Ek miała zupełnie unikatowy zapach. Początkowo bardzo trudny do rozszyfrowania, w końcu został zdefiniowany jako zapach krówek. Świeżych, rozpływających się w ustach karmelowych cukierków. Smakowała już bardziej charakterystycznie dla swojego gatunku alkoholi ale myślę, że za dziesięć lat z chęcią do niej wrócę.

Podziwiając wszystkie stanowiska, można było trafić na swoisty antykwariat. Sympatyczny Pan  proponował whisky, których skosztowanie 20 ml kosztowało od nastu, do kilkuset złotych. Do zaoferowania miał morze butelek z całego świata, spośród których pojedyncze weszły do sprzedaży w latach siedemdziesiątych! Czyli musiały być stworzone co najmniej dekadę wcześniej, a następnie swoje odleżakować. Dowiedziałam się np., że jedna whiskey miała kiedyś trzy różne etykiety, bo jej twórcami byli trzej znajomi, którzy w ten właśnie sposób podzieli się wizerunkiem. Co butelka czy etykieta, to inna opowieść.  

Data publikacji: 31.05.2022 08:00:00

Zaloguj się aby skomentować